poniedziałek, 4 maja 2015

1/28

Nasz pierwszy cel: Czupel.
Na początku garść informacji o samym szczycie. To tylko 933 metry nad poziomem morza w Kronsztadzie (pozdrowienia dla geodetów). Jest najwyższą górą Beskidu Małego (nie mylić z Beskidem Niskim, który sąsiaduje z Bieszczadami).
Wędrówkę zaczęliśmy z dworca PKP w Łodygowicach. Nie, nie przyjechaliśmy tam pociągiem mimo, że mieliśmy bezpośrednie połączenie. Ze względu na wygodę i towarzystwo, wybraliśmy się tam samochodem, z którego zaparkowaniem, całe szczęście, nie mieliśmy większego problemu (niedziela rano, środek wsi, kto by tam auto porzucał?).
Dla tych, którzy dopiero chcieliby się tam wybrać drobna rada: Nie wpisujcie do nawigacji nazwy szczytu, gdyż w okolicy Bielska są dwa o tej samej nazwie i nawigacja domyślnie prowadzi do tego niewłaściwego i wywodzi nas na bielskie Mikuszowice, z których, owszem, też można zacząć wędrówkę, jednak bardzo łatwo jest trafić na nieodpowiedni szlak. W takiej sytuacji warto mieć ze sobą tradycyjną mapę. Nieistotne, czy nowiutką, z bieżącego roku, czy taką sprzed 30 lat - tak naprawdę szlaki przez lata bardzo sporadycznie się zmieniają. Ja jestem miłośniczką wszelkiego rodzaju map - pozwalają mi na lepsze rozeznanie w terenie niż wszelkiego rodzaju nawigacje. Nawet mając przed nosem telefon z GPS'em, zawsze włączam mapy google i sama znajduję drogę, tak mi jest najprościej. Oskar z kolei jest moim przeciwieństwem - bez telefonu ani rusz! Ale co, kobieto, zrobisz, jak facet informatyk... ;)
Wracając do samego początku wycieczki, warto wspomnieć o wielkim plusie dla gminy Łodygowice za dobre oznakowanie początków szlaków w tej miejscowości. Już wychodząc z dworca, pierwsze, co rzuca nam się w oczy, to właśnie opisy szlaków i strzałki. Bardzo przydatne, to trzeba przyznać. Dalej, idąc już między domami, czy łąkami, atakują nas kolejne tabliczki wskazujące drogę. Szkoda tylko, że całe Beskidy nie są tak oznakowane...
Z dworca PKP ruszyliśmy na czerwony szlak, choć, jak się później okazało, powinniśmy iść zielonym. Tym razem nie zbłądziliśmy, a jedynie skróciliśmy sobie wędrówkę, przez co wejście, było nie tylko dużo łatwiejsze, ale też i krótsze. Szlak był zupełnie pusty, idąc pod górę spotkaliśmy chyba troje turystów z czego dwoje poruszało się na rowerach. Wiedzieliśmy, że mamy krótką trasę, więc nie spieszyliśmy się nadto, był czas na robienie zdjęć (niestety jednak wyszły takie, że nie warto się nimi chwalić), czy postoje "bo tak". Podejście było dosyć płaskie (jak na góry oczywiście), ciężko było się zmęczyć, no, chyba, że komuś uwidziałoby się biec albo iść po właściwym szlaku (a nie obok), który był jedną, wielką błotnistą rzeką. A przynajmniej na kilku odcinkach tak było.
Po trzech godzinach i około trzydziestu minutach dotarliśmy na szczyt, który nieco rozczarowywał. Nie wyglądał jak typowy szczyt, był to raczej pagórek w lesie. Jeśli ktoś był na szczycie Szyndzielni, to wie, o czym mówię. Z tym, że na Czuplu nie było polany. Żeby dostrzec cokolwiek, trzeba było wyciągnąć szyję i spojrzeć ponad sztucznie nasadzonymi świerkami. Kiedy jednak się tego dokonało można było zobaczyć Jezioro Międzybrodzkie, Górę Żar, Tatry także.
Szczyt wyglądał mniej więcej tak:
Proszę wybaczyć zdjęcie, ale okazało się, że nie uchowało się żadne bez naszych mordek :)

Droga powrotna miała obejmować Magurkę i schronisko, do którego mieliśmy udać się po pieczątkę do książeczki i prowadzić prosto na dworzec PKP w Wilkowicach. Szkoda tylko, że jak zwykle, oznaczenia szlaków musiały pokrzyżować nam plany. Do schroniska, owszem, udało nam się dotrzeć, nawet spotkaliśmy tam grupę ludzi z Klubu. Kiedy już mieliśmy kierować się na dół, okazało się, że można iść drogą zaraz za schroniskiem albo kawałek dalej. Wybraliśmy tę kawałek dalej, znaki potwierdzały, że zmierzamy w dobrą stronę. Szkoda tylko, że kilkanaście metrów niżej okazało się, że szlak rozpłynął się w powietrzu. Tylko dzięki posiadaniu MAPY szlaków udało nam się znaleźć alternatywną drogę, która i tak nie prowadziła tam, gdzie chcieliśmy. Jednak idąc nią uzyskaliśmy w miarę zadowalający efekt, bo wylądowaliśmy przy głównej drodze prowadzącej do Bielska, więc znalezienie nas nie sprawiło trudności ;)





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz