Kolejna nasza wyprawa: do Ostrawy. Jest to takie sobie, praktycznie nijakie, czeskie miasteczko. Dlaczego tam? Bo tak, bo blisko, bo autostradą godzinkę z Gliwic, bo nie ma co robić.
Mimo, że planowany wyjazd był koło godziny 9 (porównując do wyjazdów w góry to bardzo późno), i tak mieliśmy problemy, żeby się zebrać, zwłaszcza, że dzień wcześniej miał miejsce igrowy* grill. A jak na imprezach, grillach, czy na studenckich spotkaniach, sprawa wygląda, każdy wie. A co dopiero, gdy to wszystko wrzuci się do jednego wora, w jeden wieczór.
Po pierwsze, jadąc za granicę, pamiętajcie, że tam nie płaci się złotówkami. To dosyć istotne, bo my musieliśmy przejechać kilka kilometrów zanim dopadliśmy jakikolwiek kantor. Dawno żadne z nas nie obserwowało kursów walut, więc nie wiedzieliśmy, czy 15 groszy za koronę to dużo, czy nie. W każdym razie, ceny w sklepach robiły wrażenie - kiedy u nas są jedno-, czy dwucyfrowe, tam trzy- lub czterocyfrowe.
Pierwszym punktem naszej wycieczki miało być zoo, jednak plany nieco się zmieniły ze względu na wymaganą czeską gotówkę. Dlatego najpierw skierowaliśmy się do galerii o znajomo brzmiącej nazwie "Forum"* i do złudzenia przypominający stylem Galerię Katowicką. Obiekt ten posiadał całkiem przyjemny taras, z którego mogliśmy popatrzeć na część miasta, część raczej kopalniano-leśno-przemysłową, budynków mieszkalnych, czy usługowych było tam znacznie mniej.
Dalej, jako, że znajdowaliśmy się bliżej centrum miasta, postanowiliśmy wejść/wjechać na wieżę ratusza. Przepchaliśmy się przez pełne trolejbusów ulice, cudem za darmo zaparkowaliśmy samochód i weszliśmy do budynku. Hol był przerażająco cichy i pusty, ściany i podłogi wyłożone połyskującym kamieniem. Zaraz przy wejściu była winda, obok której znajdowała się tabliczka ze wskazaniem drogi na wieżę. Wsiedliśmy, wcisnęliśmy najwyższy (czyli 6.) numer i pojechaliśmy. Kiedy winda się zatrzymała, a drzwi się otworzyły, okazało się, że jesteśmy w małym pokoju, w którym mieściło się biuro informacji turystycznej, a nie wyjście na wieżę. Zaraz naprzeciwko, siedział pan za biurkiem, a na przodzie tegoż mebla był cennik wejścia na górę. 50 koron od osoby w taryfie ulgowej. Pan tak na nas spojrzał, że naprawdę głupio było się odwrócić i wyjść. Trochę nędzny i chamski sposób na wyciąganie pieniędzy od ludzi. Teraz, kiedy o tym myślę, to słabo, że daliśmy się wrobić z płaceniem 7,50zł od osoby za wjechanie kawałek windą i patrzeniem w dal. a z góry widać było i owe kopalnie i lasy, i wieżowce w stylu PRL, i nawet wysoki budynek, który miał dach wyglądający jak wielka wanna.
Kiedy znudziło nam się grzanie na wysokości kilkunastu metrów nad ziemią, zjechaliśmy na dół, potem do samochodu i wio! w kierunku zoo.
Zoo w Ostrawie jest ogromne. Zwierzęta mają duże zagrody, jest gdzie spacerować. Nawet nie wiemy, ile godzin tam spędziliśmy. W każdym razie po wyjściu, nie mieliśmy siły kompletnie na nic.
Co nam się podobało to klatki z ptakami, czy zagrody kóz, do których można było wchodzić i nawet dotykać zwierząt. Bardzo liczyliśmy na zobaczenie pand. Pandy były, ale nie te czarno-białe, chińskie pandy, które wszyscy tak uwielbiają. Były za to jakieś inne zwierzęta, też pandami zwane, które były dużo mniejsze, rudo-brązowe. To, co trochę nas oburzyło, to jacyś czescy "turyści", którzy weszli do pomieszczenia, gdzie można było oglądać lwy i gdzie obowiązywał bezwzględny zakaz używania lampy błyskowej do robienia zdjęć. Ci natomiast, zbliżali aparat do szyby, zaraz za którą siedział potężny samiec. I co robią? Zdjęcie, aparat uderza zwierzę strumieniem światła. Lew dostaje szału, skacze na szybę, ryczy. Oni, zamiast odejść, bawią się w najlepsze i powtarzają akcję jeszcze kilka razy. Co za ludzie...
Kiedy wracaliśmy, otwarty szyberdach szumiał niemiłosiernie, towarzystwo niemal spało. Byliśmy zadowoleni, że nie robiliśmy tego co zwykle, że nie daliśmy się porwać temu słynnemu Cyklowi Igrowemu trwającemu tydzień. Wyrwaliśmy się.
*Igry - juwenalia Politechniki Śląskiej
*Galeria Forum jest także w Gliwicach
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz